Chałka z orzechową kruszonką

17.1.18

Chałka z orzechową kruszonką

...się wciągnęłam w wypiekanie oj się wciągnęłam aż papa sama się śmieje :-) tym razem śniadanie na słodko w towarzystwie pysznej chałki, którą pojadłam z domową konfiturą a kolejnego dnia zrobię sobie tosty w wersji francuskiej. Takie błogie poranki uwielbiam najbardziej z udziałem kawy i jej aromatu...nie ważne, że za oknem beznadziejnie i nie chce się wychodzić z domu, ważne że jest dobre własnej roboty śniadanie!


 Chałka z orzechową kruszonką

 Składniki: na 3 chałki

  • 330g białej maki pszennej T650
  • 670g białej maki pszennej T720
  • 55g cukru
  • 75g żółtek
  • 140g całych jajek
  • 100g stopionego masła
  • 370g wody
  • 19g soli
  • 25g świeżych drożdży
  • 3 czubate łyżeczki suchego maku  ( pominęłam )
  • żółtko roztrzepane z łyżka wody ( na wierzch )
Składniki: kruszonki
  • 50g posiekanych orzechów włoskich
  • 70g cukru
  • 100g mąki
  • 50g miękkiego masła
Wszystkie składniki zagniatamy na kruszonkę i odstawiamy w zimne miejsce.  Składniki ciasta wymieszałam w misce. Wylozylam na stol i zagniotłam dosc scisle ciasto, o dobrze rozwinietym glutenie. Zostawilam je w cieplym miescu na 2 godziny, odgazowujac je delikatnie po 1 godzinie.Następnie podzielilam ciasto na 9 kawalkow, uksztaltowalam lekkie kule i zostawilam je pod przykryciem na 15 minut. Z kazdej kuli utoczylam walek i zaplotłam z nich 3 warkocze (z 3 walkow kazdy), ktory zostawilam na na oliwionej blasze do wyrosniecia na 1 1/2 godziny.
Chalke posmarowalam zoltiem roztrzepanym z lyzka wody. Wsunelam do pieca o temp. 195 stopni i pieklam ok. 20 minut. Po 15 minutach wyjęlam chałki  z pieca i raz jeszcze posmarowalam ja roztrzepanym żoltkiemi obsypałam kruszonką.

Smacznego:)







Poznaniacy rozsmakowani w Kuchni Powolność

16.1.18

Poznaniacy rozsmakowani w Kuchni Powolność

Otóż to! Miałam przyjemność kilka dni temu zostać wyróżniona przez sławnych już poznańskich znawców sztuki kulinarnej Anię i Michała z  Kuchnia Poznań i wziąć dzięki temu udział w fantastycznej kolacji degustacyjnej nowego menu w nowym i przede wszystkim moim kochanym miejscu z dzieciństwa jakim jest Łazarz na którym się zresztą wychowałam. Lokal malutki, usytuowany na ulicy Kanałowej 15, zaprojektowany w dobrym klimacie, zieleni przyjaznej dla oka z ręcznie wykonanymi malowidłami tworzącymi ścienną designerską wystawę autorskich dzieł sztuki, które będzie można sobie upatrzyć, poprosić o zapakowanie, zapłacić i zabrać z sobą do domu! Ale o to można dopytać też na miejscu bardzo sympatyczny Team który wprowadzi nie tylko w tajniki malowideł ale odda w Wasze ręce swobodę panującą w lokalu i być może wesprze Was, Wasze rodziny, związki w budowanie relacji poprzez Jupitajnię Friends, która ma na celu przede wszystkim odciągać nas od ciągłego buszowania w telefonach. Jupitajnia to taka wymyślona, również autorska gra stworzona przez Agatę, właścicielkę lokalu by zachęcić do dyskusji choćby poprzez odpowiadanie na zadane w grze pytania. Można całkiem fajnie powolnie spędzić tam czas! Kim są właściciele? Tak naprawdę nie do końca wiem, tylko tyle, że Agata jest narzeczoną fotografa i przyjaciółką Waldka a On sam jest szefem kuchni i dla całej tej sprawy porzucił korporacje by zakasać rękawy i pokazać na co go stać! Miło się siedziało i choć byłam jedyną osobą chyba która nie znała pozostałych, taką wiecie szarą myszą wplątana w towarzystwo gastro znawców to jakoś ten czas został powolnie rozluźniony, między innymi przez pytania z gry, że chyba trochę się zasiedzieliśmy.





Kuchnia Powolność (o nazwie możecie przeczytać tutaj )miejsce stosunkowo nowe, działające od blisko trzech miesięcy, serwujące kuchnie wegańską i co bardzo miłe zjedzą tutaj również bezglutenowcy. Myślę, że świetnie odnajdą się tutaj też mięsożercy wgryzając się w kalafiorowego steka jak u mamy z pysznymi delikatnymi śląskimi kluchami wypełniającymi talerz i pieczeniowym sosem, który zresztą okazuję się tutaj hiciorem numer jeden! Kuchnia Powolność zdecydowanie zaskakuje! W nowej karcie znalazło się miejsce na esencjonalny Ramen z tofu, za którym osobiście nie przepadam i nawet nie bardzo potrafię się za niego zabrać więc wyjadłam tylko tofu :-)  ale zwolennicy tego obecnie modnego ramenowego kultu z pewnością zaspokoją swoje kubki smakowe. Pojawia się również rolka kokosowego ryżu zawinięta w czerwoną kapustę, obok panierowane na ostro tofu a wszystko skąpane w aromatycznym sosie z dodatkiem rokitnika, naleśnik z farszem ziemniaczano migdałowym pachnącym czosnkiem w towarzystwie salsy jabłkowej, cukinii i aromatycznej limonki, a na koniec tofurnik matcha na spodzie z grubo siekanych orzechów, który nie przypomina ani przez chwilę plastikowego sernika, jest kremowy, delikatny, lekko kwaskowy z nutą kokosa i matcha, przede wszystkim nie wyczuwam nadmiernej jej goryczy a po każdym kęsie myślę sobie, że nas nabierają bo czy tofurnik może być aż tak dobry? a jednak! Zdecydowanie rzadko piszę publikacje z odwiedzin w nowych czy też dłużej funkcjonujących miejsc, to jest jednak miejsce warte polecenia. Każdy przecież kochający kuchnię wegańską doskonale wie ile serca trzeba włożyć w smak tej kuchni by zaskoczyć innych, kuchnia niby roślinna, prosta a jednak trudna i by przekonać innych do jej skosztowania trzeba umieć dobrze dobrać smak! Koniecznie idźcie, rozsmakujcie się i nie śpieszcie przede wszystkim...w końcu to powolność jest!















Chleb pszenno razowy na zakwasie

13.1.18

Chleb pszenno razowy na zakwasie

Często piekę ostatnio chleby, chałki, bułeczki czy bagietki...testuję zakwas i dokarmiam nowy pszenny, który zazwyczaj mi nie wychodził. Obecnie pięknie bombluje ale jeszcze chleba z jego udziałem nie było, ponieważ koniecznie chcę by zakwas był dojrzały i silny więc na razie mam etap karmienia :-) Ten chlebek jest na zaczynie levain więc można by rzecz, że prawie jak na pszennym zakwasie ale pewnie znawcy i profesjonaliści powiedzieli by, że coś sobie wymyśliłam! W Nowym Roku dążę do perfekcji w nacinaniu...z chlebem w garnku nie udaje się "haftować" tak pięknych wzorów jak na łopacie i przerzucaniu na kamień ale każde doświadczenie jest dobre więc często próbuję i tak i tak :-) Dziś chlebki na specjalne życzenie, oby smakowały i się podobały!



Chleb pszenno razowy na zakwasie

Składniki na 1 bochenek.


Składniki: na zaczyn (wieczór wcześniej)

  • 65g mąki pszennej chlebowej
  • 5g mąki żytniej
  • 45g wody
  • 2 łyżki aktywnego zakwasu
Wszystkie składniki zmiksować. Przykryć folią spożywczą i pozostawić w temperaturze pokojowej przez 12 godzin (całą noc).
 Składniki: na ciasto właściwe
  • 364 g mąki pszennej chlebowej
  • 20g mąki żytniej
  • 250g wody
  • 10g soli
  • cały 12-h zaczyn
Mąkę pszenną wymieszać z mąką żytnią i wodą (mikserem). Przykryć folią, pozostawić na 20 - 60 minut. Po tym czasie dodać sól i zaczyn, mieszać mikserem przez 2 minuty. Ciasto pozostawić w ciepłym miejscu na 2,5 godziny, składając je dwukrotnie co 50 minut.

Z ciasta uformować bochenek, umieścić w koszu do wyrastania, posypanym mąką. Pozostawić na 2 - 2,5 godziny do wyrośnięcia. Przed pieczeniem chleb ponacinać.

Piec w temperaturze 230ºC z funkcją pary przez 40minut
Studzić na kratce.


 Pieczony łosoś z pomarańczą, nasionami kopru włoskiego i pomidorkami

12.1.18

Pieczony łosoś z pomarańczą, nasionami kopru włoskiego i pomidorkami

To chyba mój najbardziej udany łosoś w życiu :-) Po pierwsze nie przepiekłam, jest soczysty i delikatny a po dotknięciu paluchem jest sprężysty juhuuu, po drugie nasiona kopru włoskiego z pomarańczą to po prostu hit no i pomidorki koktajlowe pieczone w oliwie, słodkie, mięciutkie, pyszne! Cóż mogę powiedzieć? Kocham!


Pieczony łosoś z pomarańczą, nasionami kopru włoskiego i pomidorkami
Składniki:
  • 250g świeżego łososia
  • pół łyżeczki nasion kopru włoskiego
  • pomidorki koktajlowe w oliwie + 2 łyżki oliwy do smażenia (przepis tutaj)
  • 2 łyżki klarowanego masła
  • sok z połowy pomarańczy
  • łyżka miodu
  • kilka plastrów pomarańczy do dekoracji wierzchu
  • łyżka posiekanej drobno natki pietruszki
  • gałązkę rozmarynu
Z łososia usuń łuski, umyj pod zimną wodą i osusz w ręczniku papierowym. Miód połącz z sokiem z pomarańczy i oliwą z pomidorków. Na suchej patelni upraż nasiona kopru włoskiego uważając by ich nie spalić. To trwa dosłownie chwilę, gdy poczujesz uwalniający się aromat, przerzuć nasiona do czystego naczynia. Na tej samej patelni podgrzej klarowane masło z gałązką rozmarynową, ułóż osuszonego łososia skórą do dołu i podsmażaj przez 2 minuty. Podlej marynatą miodową, dodaj uprażone nasiona kopru oraz pomidorki koktajlowe i podsmażaj podlewając wierzch łososia płynem z patelni do czasu aż się zetnie. Wówczas zdejmij patelnie z ognia i przełóż ją do nagrzanego piekarnika na 5 minut by zrumienić wierzch. Upieczoną rybę przełóż na talerz, udekoruj półplasterkami świeżej pomarańczy, ułóż ciepłe pomidorki, polej łyżką wierzch sosem powstałym z pieczenia i obsyp obficie zieleniną. Podawaj solo lub z chrupiącym pieczywem. Smacznego!​

Chleb pszenny na żytnim zakwasie

10.1.18

Chleb pszenny na żytnim zakwasie

Nie będę pisać jak lubię piec chleby bo wszyscy wiedzą. Nie zawsze mój zakwas jest taki usłuchany i oddany i nie zawsze rośnie jak na drożdżach. Wszystko zależy od jego kaprysu, temperatury i mąk. No cóż z chlebem Tartine walczę od dłuższego czasu i walczyć będę tak długo aż w końcu będzie mój! Dziś jednak prościej i szybciej i na pewno chleb który mi wychodzi, jest jadalny, sprężysty, wilgotny i ekstra.

Chleb pszenny na żytnim zakwasie
według Hamelmana
 
Levain

  • 140g mąki chlebowej T 750
  • 170g wody
  • 30g dojrzałego zakwasu ( 2 łyżki stołowe )
Zaczyn przygotowujemy na 12- 16 godzin przed mieszaniem ciasta. Zostawiamy w przykrytym pojemniku w temperaturze około 21'

 Ciasto właściwe:
  • 680g mąki chlebowej T 750
  • 90g mąki pszennej razowej ( użyłam Lubelli pełnoziarnistej )
  • 420g wody
  • 20g soli
  • 300g levain ( cały zaczyn bez 2 łyżek )
 
Na kolejny dzień:
Wkładamy do dzieży wszystkie składniki prócz soli. Mieszamy na postrzępioną masę i przykrywamy folią by ciasto nie wyschło. Ciasto odpoczywa przez godzinę. Po tym czasie posypujemy wierzch ciasta solą i mieszamy na drugiej prędkości miksera około 3 minut. Ciasto powinno mieć średnią konsystencję, u mnie lekko się lepiło do rąk, w tym przypadku możecie sobie dłonie zmoczyć wodą, łatwiej wtedy naciągać ciasto przy składaniu podczas fermentacji wstępnej.
Fermentacja: 2,5 godziny
Składanie: 75 minut od rozpoczęcia fermentacji lub dwa razy po 50 minutach
Dzielenie: 680g porcja , składamy bochen okrągły lub podłużny
Fermentacja końcowa : 2-2,5 godziny lub na noc do 10 godzin w temperaturze do 10'
Pieczenie: 40-45 minut w piecu naparowanym o temperaturze 240'
Smacznego!

Sztuka cukiernicza i smak Umam w pięknym Gdańsku!

9.1.18

Sztuka cukiernicza i smak Umam w pięknym Gdańsku!

Dzisiaj w skrócie opiszę moje kulinarne odkrycie, które przez niektórych z Was było odkryte już dużo wcześniej! W Trójmieście nie goszczę jakoś specjalnie często ze względu na kilometry jakie dzielą mnie od tego pięknego świata! Piszę pięknego bo będąc tak kilka razy nie doświadczyłam ani nudy ani też nieprzyjemnych kulinarnych smaków! Tym razem wyjazd był bardzo spontaniczny, przyjechała siostra i koniecznie chciała pojechać na rybę. Dlaczego akurat Gdańsk? ponieważ naoglądała się rewolucji Geslerowej i nie było już zmiłuj...Trójmiasto musiało być zaliczone! Do Gdańska chciałam wybrać się już dość dawno, odkąd usłyszałam o Krzysztofie Ilnickim i cukierni UMAM i choć szefa owej cukierni osobiście nie znam to dziś wiem, że ma najsłodszą rękę do deserów! Umam zachwycił mnie wielokrotnie przy każdym kęsie i choć można wydać tam naprawdę majątek bo nigdy na jednym deserze się nie kończy to naprawdę uważam, że warto!Spróbowałam dziesięciu różnych słodkości i przy każdym z moich ust wychodził odgłos rozkoszowania się i pewnie gdyby ktoś na mnie spojrzał uznałby, że przy tej degustacji miałam wytrzeszcz oczu, serio! Byłam na różnych czekoladowych szkoleniach, smakowania różnych deserów przygotowanych przez nas samych i wszystko było takie oklepane, na jedno kopyto, przesłodzone, czasem nawet mdłe. Umam zafundował mi zachwyt jeden po drugim! Zakochałam się w tym miejscu, w tych słodkościach ale też w urokliwym bez przepychu miejscu. Byliśmy w Umam Marina, która znajduje się na ul. Szafarnia 11 w Gdańsku. Kojarzy się z kurortem, wypoczynkiem, relaksem i naszym polskim Bałtykiem. Jest skromnie, przytulnie i kolorowo nie tylko w ladzie cukierniczej ale także na ścianach gdzie fotografie nawiązują do pięknego, gorącego lata. Tam zjedliśmy cztery pięknie wykonane ciastka: matcha z czarną porzeczką, mango/marakuja, ptysia malinowego i pralinę orzechową.
Mango/marakuja to moje priorytetowe smaki, kocham odkąd poznałam smak marakui i nigdy nie przechodzę obojętnie. Matcha specyficzna, mdła, lekko gorzka i trudno wyczarować z niej dobre ciastko. Tutaj pozycja warta spróbowania ze względu na połączenie tej słynnej herbaty z kwaśnymi porzeczkami, które dodają całości przyjemnego smaku. Pralina orzechowa podbiła serce każdego z nas ale Rafał zachwycał się nią nawet następnego dnia! Za to ptyś dla nas wszystkich jednogłośnie średni, taki bez wyrazu.
Kolejnego dnia zawitaliśmy do Pracowni Umam patisserie znajdującej się na ul.Hemara 1 w Gdańsku. Tutaj wystrój wyróżnia biel i kolor pięknych deserów w witrynie. Jest przejrzyście, spokojnie, można odpoczywać i przede wszystkim skupić się na rozmówcy.
W tym miejscu pokusiliśmy się o desery na wynos, pięknie zapakowane, tworzące nastrój w pudełku i taka chęć skosztowania gdy tylko pomyśleliśmy o pudełku znajdującym się w bagażniku :-)
Wybraliśmy ponownie mango/marakuja - bo lubimy! rokitnik- gęsty mus o kwaskowo cierpkim smaku, dla mnie bardzo idealny!, tartę czekoladową - ciężkie połączenie czekolady rozpływające się w ustach jak w dzieciństwie gdy jedliśmy lodowe czekoladki :-) , saher - krem pyszny ale dla mnie spód zbyt gorzki i ciężki no i ukochanego finansiera, którego smak czuję do teraz ponieważ śliwki po prostu kocham i całe połączenie tego kawałka dla mnie jest doskonałe!
Sztuki której doświadczają Gdańszczanie na każdym kroku zazdroszczę najbardziej. Cudne desery, piękne uliczki...tutaj nie ma nudy, tutaj można się tylko inspirować tym co sami widzimy na własne oczy. Miejsce jakim jest Umam polecam z ręką na sercu i kiedy tylko będę znów w tych pięknych okolicach, na pewno znowu zjawie się na pysznym ciastku...artystycznym ciastku! Zaglądajcie, zdecydowanie warto!

INSTAGRAM

Copyright © 2017 Smaki Alzacji